sobota, 21 czerwca 2014

6. Do mnie czy do Ciebie?

Liv
Obudziło mnie światło, przedzierające się przez zasłony mojego pokoju. Poruszyłam się delikatnie, ale zaraz jęknęłam z bólu. Otworzyłam szerzej oczy, próbując sobie przypomnieć wczorajsze wydarzenia. Po kilku nieudanych próbach, postanowiłam wstać i włączyć laptopa. Niestety nie udało mi się. Byłam cała odrętwiała i nie mogłam poruszyć moja lewą nogą. Moje oczy powędrowały na dolne partie mojego ciała, zobaczyłam zakrwawioną pościel, co mnie nie za bardzo przeraziło. -Pewnie rany na ręce się otworzyły- powiedziałam sama do siebie. To było trochę dziwne, że kołdra była zakrwawiona właśnie w tym miejscu. Jeszcze raz próbowałam sobie uświadomić zajście. Nic z tego. Delikatnie prawą stopa dotknęłam prostopadle do niej leżącego uda. Głośno syknęłam z bólu. -Kurwa! Co jest?- wrzasnęłam. Chwyciłam za róg poszewki i odsłoniłam część kończyny. Znajdowała się na niej rozległa rana sięgająca od biodra po kolano, była idealnie prosta jak za pociągnięciem noża, ale bardzo głęboka. Oprócz ropiejącego cięcia, widniały tam także plamy skrzepniętej krwi i małe ozdobniki w postaci zaschniętych strupów. Nie przejęłam się tym i schyliłam po komputer. Widząc, że bateria się zaraz wyczerpie, wyciągnęłam z za łóżka ładowarkę. Podłączyłam ją do kontaktu, czekając na uruchomienie urządzenia. Gdy zobaczyłam pulpit, kliknęłam na ikonę przeglądarki. Po kilku sekundach na ekranie pojawiła strona od której się wszystko zaczęło. Zerknęłam na chat. Nikt z moich znajomych nie był dostępny. Spojrzałam na zegarek, na którym widniała dokładnie godzina 7:04. Siódma?! Kto normalny wstaje o siódmej! Wiedząc, że położenie się dalej spać jest bezsensowne, bo i tak nie usnę, postanowiłam zmienić pościel. Szczerze mówiąc to moje łóżko prezentowało się ja ze sceny z jakiegoś słabego horroru albo po ostrym seksie. Spróbowałam się podnieść. Udało mi się to za trzecią próbą. Po chwili stałam już wspierając się o szafkę nocną i utrzymując ciężar ciała na prawej nodze. Zwinęłam prześcieradło kulkę i rzuciłam do kosza na pranie, który znajdował się na drugim końcu pokoju. Chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę szafy, z której maiłam zamiar wyciągnąć świeże poszewki. Nie zważając na szarpanie i pieczenia w okolicach podbrzusza, przebrałam zakrwawiony materiał, po czym ruszyłam do łazienki w celu odbycia porannej toalety. Idąc czerwonym szlakiem, jaki pozostał po wczorajszym nie fortunnym upadku, dotarłam do końca krwawej wstążki. Natknęłam się na potłuczoną porcelanę, która musiała być kiedyś ulubionym wazonem moje mamy. Nie chcąc poranić się w stopy, odsunęłam dywan na którym leżały resztki ozdoby. Ominęłam niezgrabnie miejsce wypadku unikając przy tym okaleczeń, postanowiłam tego nie sprzątać, żeby moja matka miała zajęcie po przyjeździe z wyjazdu. Uśmiechnęłam się na myśl o widoku jej miny, która zapewne będzie wyrażać furię. Tak, nie mogłam się doczekać aż wróci. Przemierzając długi korytarz, zastanawiałam się co może robić teraz Justin. Wiem, że nie śpi ponieważ zdradził mi że zawsze wstaje o godzinie 6:00. Było to dla mnie nie do przyjęcia, w końcu był bogaty, nie chodził do szkoły to mógł się wysypiać. Nareszcie stanęłam przed drzwiami łazienki.Weszłam do niej, ściągając z siebie ubrania. Wzięłam szybki prysznic po czym postanowiłam, pierwszy raz od długiego czasu umyć włosy. Gdy zakończyłam pielęgnację, ubrałam się w luźne ciuchy i wyszłam z pomieszczenia. Zmęczyłam się tym. Byłam tak odzwyczajona od ruchu, że nawet tak prozaiczne czynności sprawiały mi problem. Powolnym krokiem poszłam do mojego pokoju. Gdy znalazłam się w środku usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Wysłałam wiadomość do Caroline.
Ja: Rozmawiamy?
Caroline: Nie. Czekaj na chłopaków.
Nie zdziwiła mnie je odpowiedź. Nigdy nie lubiła ze mną rozmawiać, sam na sam. Czuła się nie zręcznie. Zobaczyłam, że Justin jest dostępny.
Ja: Dzień dobry :)
Justin: Nie mam humoru.
Ja: O! Co się stało księżniczce? Życie nagle przestało być idealne?
Justin: Przestań, nie mam ochoty na żarty.
Ja: Co, okres się zbliża?
W tym momencie głośno się roześmiałam. Nie podobało mi się, w jaki sposób się do mnie odzywa. Nie obchodziło mnie, czy ma humor czy nie, teraz chciałam tylko mu dogryźć.
Justin: Jaki ty masz ze sobą problem co? Piszę Ci, że masz nie żartować to przestań!
Ja: Nie rozkazuj mi! Będę robić na co będę miała ochotę!
Justin: Świetnie kurwa! Nie pisz do mnie!
Nie chce, żebym do niego pisała? Da się załatwić. Nie chciałam dłużej o tym myśleć, nie wiedzieć czemu sprawiało mi to ból. Gdy chciałam wylogować się ze skypa, zadzwonili do mnie przyjaciele. -Hej. -szepnęłam -Cześć -odpowiedzieli mi zgodnym chórem. Uśmiechnęłam się niepewnie. Po tej całej sytuacji nie wiedziałam jak się przy nich zachować. W sumie byłam na nich zła,ale nie potrafiłam długo trzymać urazy.  Teraz nie interesowało mnie jak bardzo mnie zranili. -C..Co słychać?- wyjąkałam.-Włącz kamerkę. -powiedział James. Usłużnie zrobiłam co mi rozkazał. Po chwili widziałam już wszystkich. -Umyłaś włosy. Dlaczego? Wychodzisz gdzieś? -spytała Caroline. -Nie, tak po prostu. Dla dobrego samopoczucia.- odpowiedziałam wzruszając ramionami. -Masz kogoś? -usłyszałam głos James'a -Co powtórka z wydarzeń?-tym razem głos zabrał Mike.-Nie, oczywiście, że nie. Dla... Dlaczego mnie tak traktujecie... Jak zdrajczynie! Czy to źle, że dbam o higienę osobistą?!- wydarłam się do nich. Nie rozumiałam dlaczego zaczęli mnie tak dziwnie traktować. -Zmieniłaś się.- odezwał się po raz pierwszy Nathan. Zabolało, głównie dlatego, że to właśnie on je wypowiedział. To zawsze on był po mojej stronie i mogłam na niego liczyć. Było mi bardzo przykro, że tak uważał, ale moim zdaniem nie miał racji. -Ja się zmieniłam? To wy traktujecie mnie jak obcą. -Dlatego, że się zmieniłaś.- powiedziała zirytowana Caroline, przewracając oczami. -Jesteś taka dziwna. Jakbyś na coś czekała. jakbyśmy byli dla Ciebie rezerwą, bo wolisz rozmawiać z kimś innym. -kontynuowała. Przyznam, ze trafiła w dziesiątkę, ale to niczego nie dowodziło. -A teraz zaczęłaś się stroić. -Mycie włosów to dla Ciebie strojenie? - Zapytałam śmiejąc się do kamery. -Wiecie co? Zmęczyła mnie ta rozmowa, muszę się napić. -powiedziałam powoli wstając z krzesła. Gdy już pewnie stałam na nogach próbując zakryć grymas bólu, który wdarł mi się na twarz, usłyszałam głośno wstrzymywane powietrze. spojrzałam na ekran komputera i zobaczyłam cztery przestraszone twarze. -Liv... Co to?- pierwszy odezwał się Mike. Nie wiedząc o co mu chodzi spojrzałam na moje nogi. Zobaczyłam na nowo krwawiąca ranę która musiała się otworzyć kiedy wstawałam. - A, to to nic... -Cięła się -przerwał mi James- Co ?! Ja wcale się- znów mi przerwano -Spodobało Ci się- powiedziała Caroline po czym wybuchnęła płaczem. Spojrzałam na nią jak na idiotkę i już miałam zaprzeczyć ale dziewczyna się rozłączyła. -Liv... Jak mogłaś, nie rozumiem. Co tobą kierowało?- usłyszałam głos James'a.- Czy wy jesteście...-O boże!- krzyknął Mike i się rozłączył. Czy ja rozmawiam z niedorozwojami? Nie dają mi dojąć do słowa. -Ale ja się nie pocięłam - syknęłam. -Ty się naprawdę zmieniłaś Liv. Ja Cie już nie poznaje. Szkoda, że zeszłaś na złą drogę. Myślałem, że to wszystko potoczy się inaczej.- już mu miałam przerwać, ale powiedział -Po prostu daj spokój Liv. -Byłam tak zdenerwowana, że rysowałam paznokciami blat biurka. -Nie mam zamiaru z tobą więcej rozmawiać. -powiedział chłopak po czym opuścił konwersację. Został już tylko Nathan. Siedział i się na mnie patrzył. Byłam naprawdę bliska łez. -Co nie rozłączasz się? -spytałam łamiącym się głosem. -Może też nie dasz mi dojść do głosu.-zaśmiałam się smutno. Przyjaciel otworzył usta jakby miał zamiar coś powiedzieć, lecz nie wyszedł z pomiędzy nich żaden dźwięk, przez co szybko je zamknął. -Co nic nie powiesz? Nie powiesz mi jaka niby jestem wariatką? Najlepsze jest to, że ja nawet tego nie zrobiłam. -popatrzył na mnie pytającym wzrokiem. -Przewróciłam się i rozbiłam wazon, który rozciął mi skórę. -otworzył szerzej oczy. Był w szoku. - Ja... -zaczął. Już miałam nadzieje, że mnie pocieszy, że mi pomoże - Ja ... wie -nie dokończył bo drzwi od jego pokoju nagle, otworzyły się z hukiem. -Nate musisz kończyć, woła Cię Just -nie dosłyszałam końcówki, bo młodzieniec szybko zakończył połączenie. Zasmuciłam się bo w końcu nie otrzymałam odpowiedzi. Chwila. Nathan od dwóch lat nie wychodził z domu. A teraz do pokoju wbija mu jakiś facet który każe zaprzestać rozmowy ze mną bo jakiś "Just", no własnie "Just" prawdopodobnie chodzi o imię Justin. Cholernie dziwne. Nie no nie ma co panikować to imię jest naprawdę bardzo popularne, z pewnością nie chodzi o "tego" Justina. Co nie zmienia faktu, że chłopak miał domniemaną agorafobię. Dobra rozumiem, że nie musiał wychodzić z domu ale mówił, że on nie ma nikogo i mieszka sam. To było za dużo jak dla mnie. Ok, wyjebane. Moi tak zwani przyjaciele się mnie boją, a mój najlepszy przyjaciel okłamywał nas przez cały ten czas. Zgłodniałam. Było po dziesiątej a ja jeszcze nie jadłam śniadania. Wzięłam ze sobą telefon i poszłam do kuchni. Wyciągnęłam mleko z lodówki i płatki z szafki i zrobiłam sobie jedzenie. Zabrałam miskę i poszłam do salonu. Nie minęło pięć minut, a dostałam wiadomość.
Justin: Przepraszam.
No super, nie całe trzy godziny temu, każe mi do siebie nie pisać, bo nie ma humoru a teraz sam zaczyna rozmowę. Nie nadążam za jego zmianami nastroju. Postanowiłam jednak napisać to co przyszło mi jako pierwsze do głowy gdy zobaczyłam, że mam wiadomość.
Ja: Wal się.
I wyłączyłam komórkę.

Justin
Odczytałem wiadomość od Liv. Zaśmiałem się cicho. Nie zdziwiła mnie jej reakcja. Wcześniej zachowywałem się jak chuj. Gdy zobaczyłem, że już jest nie dostępna rzuciłem telefon na kanapę. Spojrzałem na moje biurko, na którym znajdowały się akta mojego głównego przemytnika. To właśnie był powód mojej frustracji. Dziś rano znaleziono jego martwe ciało, w jakimś ciemnym zaułku. Policja ustaliła, że to samobójstwo. Ja znałem prawdę, co mnie naprawdę wkurwiło. Przypomniałem sobie rozmowę z Nathanem, która odbyłem jakieś piętnaście minut temu. Ustaliliśmy, że chłopak załatwi mi nowego pracownika a postaram się aby wersja samobójstwa była utrzymywana jako prawdziwa. Jaszcze tego brakowało, żeby się w to mieszały psy. Ale szczerze mówiąc, nie miałem na to wszystko ochoty. Dziś zrobię sobie wolne. Przydałby mi się odpoczynek. Dawno nie byłem na siłowni. Postanowiłem zadzwonić do Garego i przekazać mu wieści o moich dzisiejszych zamiarach. Ten życzył mi miłego dnia po czym się odłączył. Spakowałem się szybko i pobiegłem do drzwi wyjściowych. Nie mogłem się doczekać, aż się odprężę. Wyszedłem z domu, głośno zatrzaskując za sobą drzwi. Po nie całych pięciu minutach znalazłem się pod budynkiem. Wszedłem do niego pewnie, w ręce ściskając torbę treningową. Podszedłem do recepcjonistki, która zarumieniła się na mój widok. -Justin Bieber.- powiedziałem i mrugnąłem do dziewczyny. Ta zatrzepotała rzęsami, uroczo przygryzła wargę i podała mi kartę stałego klienta. Wziąłem od niej karnet i podziękowałem z szerokim uśmiechem. Ruszyłem do szatni. Przebrałem się i wyszedłem na salę. Rozejrzałem się dookoła. Mój wzrok spoczął na brunetce stojącej przy ciężarkach. Zlustrowałem ją powoli. Ubrana w skąpy obcisły dres, umalowana z idealnie ułożoną fryzurą. Jasne kochanie z pewnością przyszłaś tutaj ćwiczyć. Ale potrzebowałem chwili zapomnienia, więc przybrałem najbardziej szarmancki uśmiech. -Cześć. Ile podnosisz? -wystartowałem do niej. Tyle wystarczyło, żeby rozpocząć rozmowę. Laska nie była specjalnie inteligentna, co mnie tylko upewniło, że dzisiaj spać sam nie będę. Po za tym sama dała mi łatwo do zrozumienia, że się jej podobam. Adoratorka przyglądała mi się jak ćwiczę i raz po raz, dotykała mięśni mojego przedramienia. Po pewnym czasie, zaproponowałem jej wspólnie ćwiczenia, ta wybrała podnoszenie ciężarków. Była sprytna wzięła naprawdę dużo kilogramów, zarzekając się, że da rade podnieść. Wiedziałem jaki ma zamiar, dlatego nie zdziwiłem się kiedy poprosiła mnie o pomoc. Chętnie przystałem na propozycję. Podszedłem do niej od tyłu przyciągając ją naprawdę blisko siebie, o wiele bliżej niż było to konieczne. Jedną ręką objąłem jej drobna dłoń i zacisnąłem na rękojeści sztangi, a drugą przytrzymywałem ja w pasie. Powoli pomagałem jej unosić rękę ku górze i spokojnie opuszczać na dół. Dziewczyna świadomie przysunęła pupę do mojego krocza, wiercąc się delikatnie. Czując, że dłużej nie wytrzymam, nachyliłem się i szepnąłem. -Puść ta sztangę, znam o wiele lepsze zajęcie dla twoich malutkich rączek.-powiedziałem i delikatnie przygryzłem płatek jej ucha. Poczułem jak przebiegają po niej dreszcze. -Do mnie czy do Ciebie?-spytała słabym głosem. -Do Ciebie. -odpowiedziałem stanowczo. Następnie puściłem ją i gwałtownie odwróciłem w moją stronę. Spojrzała na mnie zaskoczona - Za dziesięć minut widzimy się przed wyjściem. - Kobieta ochoczo pokiwała głowa na zgodę. Pokierowałem się w stronę szatni, w zamiarze wzięcia szybkiego prysznica. Za nim się obejrzałem stałem już na dworze czekając. Byłem cholernie podniecony. W końcu otworzyły się drzwi od siłowni przez które wyszła brunetka. Wsiedliśmy razem do jej samochodu. Resztę pamiętam jak przez mgłę.
Obudziłem się wcześnie rano, odprężony i wypoczęty. Spojrzałem na dziewczynę leżącą obok mnie. Słodko wyglądała wtulona w kołdrę. O nie. Nie mam zamiaru się rozczulać. Prawda była taka, że nie znałem nawet jej imienia. Wstałem, ubrałem się w moje wczorajsze rzeczy i ostatni raz popatrzyłem na brunetkę, z którą spędziłem upojną noc. Dobra jest. Z pewnością jeszcze skorzystam. Podszedłem do niej i złożyłem delikatny pocałunek na jej czole. Uśmiechnęła się przez sen. Teraz mogłem z czystym sumieniem opuścić jej mieszkanie i powrócić do swojej pracy.

_________________________________________________________________________________
Witam!
Bardzo przepraszam za moją długą (jak na mnie) przerwę.
Chciałabym też dodać,że od niedawna to ff pisze jeszcze ze mną @YoKevinYo i można powiedzieć jesteśmy wspólniczkami (XD)
Dziękuje bardzooooo za 1000 wyświetleń! :D
Komentujcie i do następnego :)

środa, 11 czerwca 2014

5. Dobranoc księżniczko.

Liv.
-Do jutra. -powiedziałam bardzo zmęczona.To dziwne, od dawna nie odczuwałam senności. -Dobranoc księżniczko. -usłyszałam zachrypnięty głos Justina i uśmiechnęłam się szeroko. Oczywiście Bieber tego nie widział. Zamknęłam górną klapę laptopa. Odłożyłam sprzęt na biurko i położyłam się do łóżka. Jak na złość nie mogłam zasnąć. Potrafiłam tylko myśleć o tym co będzie jutro. Jaka będzie nasza relacja? Czy wyjawi mi w końcu jaki ma problem? Byłam bardzo ciekawa kim na prawdę jest. Niby rozmawiał ze mną szczerze,ale w jego głosie można było usłyszeć nutkę sztuczności. Im dłużej nad tym myślałam tym bardziej nie chciało mi się spać. Postanowiłam, więc wziąć prysznic. Niezdarnie wstałam i udałam się do łazienki, po drodze łapiąc świeżą piżamę i ręcznik. W drodze do toalety, potknęłam się o skraj dywanu i spadłam na wazon który rozciął mi nogę. -Kurwa!-wrzasnęłam. Poczułam ostre pieczenie w okolicach kolan, spojrzałam w dół na swoje nogi. Z lewego uda, strumieniem sączyła się świeża krew. - Cholera.-mruknęłam. No świetnie nawet nie wiem gdzie są bandaże! Ale byłam zbyt senna, żeby ich poszukać. Utykając ruszyłam do swojego pokoju. Z trudem otworzyłam drzwi, i doczłapałam się do łóżka.Nie zważając na ciecz, która lała się z rany, położyłam się spać.

Justin.
-Dobranoc księżniczko- powiedziałem a następnie odłożyłem laptopa. Było około pierwszej. Nic dzisiaj nie jadłem. Poczułem ssanie w żołądku. Otworzyłem drzwi od swojego pokoju i wyszedłem na korytarz. Skręciłem w lewo do wejścia kuchni. Uchyliłem drzwiczki od lodówki i wyciągnąłem pizze i wsadziłem ją do mikrofalówki. odczekałem 2 minuty następnie wyjąłem parujący talerz z jedzeniem. w kilka sekund zjadłem kawałek i odłożyłem naczynie do zlewu. Udałem się do salonu i rozłożyłem się na kanapie, czekając na moich pracowników. Nie wiem ile tak siedziałem ale nie potrafiłem się oprzeć zmęczeniu przymknąłem oczy i prawdopodobnie zasnąłem. Obudziło mnie delikatne szarpanie za ramie. Zmrużyłem powieki, bo padało na mnie ostre światło z mojego żyrandolu. - Justin, obudź się- ktoś szeptał.- Idioto w ten sposób nigdy nie wstanie- odezwał się inny głos. - Jak jesteś taki cwaniak, to sam go obudź. Ja tez się będę śmiał jak będziesz skulony leżał w koncie i błagał żeby Juss przestał Cie bić po mordzie- powiedział pierwszy głos. Uśmiechnąłem się w duchu słysząc te słowa. To była prawda. - Kurwa odsuń się- zamachnąłem się na osobę nachylającą  na de mną. Otworzyłem szerzej zaspane oczy i ujrzałem męską twarz oddalona zaledwie o pare centymetrów- Stary ty jesteś gejem? - zapytałem złośliwie kumpla. - Jeśli chcesz całusa, to musisz obejść się smakiem skarbie. -Chłopak zareagował błyskawicznie. Wstał i przeszedł na sam koniec pokoju. Zaśmiałem się cicho. Ale zaraz spoważniałem- Jakie wieści? -zapytałem -Prawie wszystko poszło gładko. tylko Nathan zawalił.- No tak. Znowu Nathan. Nie wiem co się dzieje z tym chłopakiem. Albo nie, jednak wiem. To idiota.- Ok, ile kasy? - Przeszedłem do najbardziej interesującego mnie tematu. Garry, chłopak który mnie obudził bo własnie tak się nazywał, wyciągnął z kieszeni swojego płaszcza czysta kartkę a następnie długopis i zanotował wynik. Gdy skończył podał mi notatkę. Ujrzałem całkiem imponującą liczbę, lecz jednak miało być lepiej. - Mało - powiedziałem i znacząco spojrzałem na Nathana. - Mało? Mało?! zdobyliśmy nowego klienta a ty mówisz, że mało?- opowiedział mi Taylor, który wyglądał na nabuzowanego. - Powiedziałem mało - warknąłem. - Nathan za 15 minut do mojego biura- rzuciłem przez ramię i udałem się do pokoju w, którym miałem spotkać się z pracownikiem. Usiadłem za biurkiem i zacząłem przeglądać nowo dostarczone dokumenty. Po dość krótkim czasie, usłyszałem pukanie do drzwi.
-Proszę - wymamrotałem zajęty lekturą. Po pokoju rozniósł się dźwięk czyichś kroków. - Justin wołałeś...- Wiem co zrobiłem - przerwałem mu zirytowany- Zawodzisz Nathan- zacząłem - Coraz mniej Ci ufam. Powoli przestajesz mi być potrzebny... A wiesz co się dzieje kiedy ktoś przestaje mi być potrzebny? Prawda Nathan? Zadałem Ci pytanie! -a... w -Wiem,że wiesz co ja z takimi robię! -znów mu przerwałem - WIĘC WEŹ SIĘ KURWA DO ROBOTY I WYPIERDALAJ Z MOJEGO POKOJU !-wrzasnąłem, z radością oglądając przerażenie wypisane na jego twarzy. Byłem z siebie dumny, że tak działam na innych. Ponownie zająłem się przeglądaniem papierów. Więcej nie spojrzałem na chłopaka. Do moich uszu dotarł dźwięk zamykanych drzwi. Spojrzałem na zegarek była 3:28. Odłożyłem notatki i zszedłem do mojego pokoju. Gdy sie w nim znalazłem nie marzyłem o niczym innym, tylko żeby poczuć chłód miękkiej pościeli i położyc głowę na dobrze znanej mi poduszce. Szybko ciągnąłem spodnie, koszulkę i buty. Położyłem się na łóżko aby odpłynąć do krainy snu.

_____________________________________________________________________________
Witam Was!
W tym rozdziale jak widać mamy perspektywę Justina. Nic niby się nie dzieje, a jednak coś :)
Dziękuje znowu @YoKevinYo :)
Do następnego!

sobota, 7 czerwca 2014

4. Może się spotkamy?

Liv. 
-musisz sie pociąć.- Powiedział James z takim spokojem,że miałam ochotę mu walnąć. To chyba nie jest normalne tak? Ale ja ich kocham... Mój oddech przyspieszył. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, co w tym momencie robić. Coraz ciężej mi sie oddychało i cała się trzęsłam. -ale.. - zająknęłam się, lecz nie dokończyłam, gdyż Caroline mi przerwała. -Mówiłaś,że chcesz abyśmy ci uwierzyli. Zrób to a wszystko będzie jak dawniej. - Zacisnęłam ręce w piąstki i odwróciłam głowę patrząc przez okno. Zrobię to, zrobię to bo ich kocham. Tak bardzo mi na nich zależy. Bez słowa ruszyłam w stronę łazienki, nie byłam pewna czy w tym domu jest coś takiego jak żyletka. Przeszukując wszystkie szafki przez moją głowę przechodziło milion myśli na raz. Nie chciałam tego robić, ale  muszę. Moi przyjaciele twierdzą, że tak będzie lepiej to ok. Odetchnęłam z ulgą gdy znalazłam poszukiwaną rzecz. W prawdzie to dziwne. Powinnam być przejęta tym,iż jednak ją znalazłam. Moje ręce strasznie się trzęsły trzymając żyletkę. Usiadłam ponownie na swojej kanapie. Wszyscy momentalnie uśmiechnęli się widząc tą błyszczącą się rzecz w mojej dłoni. Przełknęłam głośno ślinę po czym zamknęłam oczy i przyłożyłam ostre narzędzie do swojego nadgarstka. Nie robiłam tego nigdy, nie wiem czy dobrze to zrobię.. Pomyślałam i po sekundzie przejechałam nią, zostawiając krwawy ślad na mojej ręcę. Spojrzałam na to przerażona po czym zrobiłam to znowu i znowu i znowu..Myślisz,że płakałam? I tu się mylisz, ja nie płaczę. Widząc krwawą rzekę spływającą po mojej ręce uśmiechnęłam sie zwycięsko, mimo że ból był niesamowity. Pokazałam swoje rany, a wszyscy w jednej chwili złapali sie za usta i zrobili duże oczy. Tylko Nathan spokojnie na to patrzył. -no Liv, nie sądziłem że to zrobisz. Jestem z ciebie dumny. Idź to umyj. -Zacisnęłam mocno ręce i rzuciłam żyletką. I nic?! Już wszystko wybaczone?! Jesteście z siebie dumni?! Krzyczałam w duchu. Nie wiem sama dlaczego nie mogłam tego z siebie wydusić. nie chciałam kolejnej kłótni,ale byłam strasznie wkurzona. Wstałam i nie odzywając się ruszyłam z powrotem do łazienki zostawiając po drodze ślady krwi. Włożyłam rękę pod zimną wodę i powoli spłukiwałam. Piekło jeszcze bardziej. Wzięłam szybko jakiś ręcznik i przyłożyłam to swoich ran,aby zatrzymać krwawienie. Zsunęłam sie po ścianie i głęboko oddychałam. Musiałam się uspokoić. Pomyśl o czymś przyjemnym,żeby zapomnieć o bólu. Myśl szybko. Gry, muzyka, Nathan, internet,telefon, Justin, laptop.. Halo,halo.. Dlaczego pomyślałam Justin?! Przecież ja go nawet nie znam.. Cholera.. Pisałam z nim zaledwie raz, z czego bardzo mnie denerwował, a zaliczam go do przyjemnych rzeczy? Liv, ogarnij sie. Siedziałam na tych zimnych kafelkach już dobre 15 minut,aż w końcu czerwona ciecz przestała płynąc po moim nadgarstku. Wrzuciłam ręcznik do wanny po czym podeszłam do apteczki i zabandażowałam rękę pełną przecięć. Powróciłam przed komputer. Widziałam,że wszyscy byli w ciężkim szoku. Było to dla mnie dziwne, sami mi kazali a teraz się dziwią. -Liv.. - odezwała sie Caroline,ale nie dokończyła.- Proszę dajcie mi chwilę spokoju, potem zadzwonię. -Nawet sie nie sprzeciwili. od razu się rozłączyłam i weszłam na swoją ulubioną stronę,gdzie wszystkich ich spotkałam. Nagle ikonka z wiadomościami zaczęła mrugać. 
Justin: Gotowa, na kolejną pulę pytań?
Ja: Przepraszam cię bardzo,ale nie mam ochoty.
Justin: A cóż to się takiego stało? 
Ja: Nie chcę o tym rozmawiać. 
Justin: Może się spotkamy?
Ja: Przecież ja cię nawet nie znam! Nie wiem czy jestem wstanie ci zaufać. Możesz mnie wystawić. 
Justin: Nie zrobię tego. Jesteśmy tu po to,aby sobie pomagać. 
Ja: Nie jestem pewna.
Justin: Kochanie spokojnie! Nic ci się nie stanie. 
Takim gadaniem tym bardziej mnie przerażał, nie byłam pewna czy pójść na to spotkanie. Przecież ja wyglądam jak jakaś wiedźma, jeszcze te nadgarstki. Nie ufam mu na tyle,aby o tym opowiedzieć. 
Ja: Przykro mi. Może jak się bardziej poznamy. 
Justin: No cóż... Może skype?
Ja: To już mi bardziej odpowiada. 
Wymieniliśmy się nazwami i tak dalej. Po niespełna 5 minutach zadzwonił do mnie. Na prawdę bałam się,tak samo jak przed rozmową z Nathanem. -no witam cię księżniczko. -usłyszałam jego ochrypły głos w którym momentalnie się zakochałam. -ym..cześć. - wydukałam i skrzywiłam się lekko. Żadne z nas nie miało włączonej kamerki i w sumie na razie nie chciałam jej włączać. Rozmowa się rozwinęła i było całkiem fajnie. Zadawał mi kolejne pytanie na które z łatwością odpowiadałam. Potem role się odwróciły. Dowiedziałam się dużo jak na jedną rozmowę. Pracuje jako mechanik, nie ma za dużo znajomych. Jego rodzice zginęli w wypadku i co najważniejsze.. Nie jest w żadnym gangu,ani nic podobnego. To ważne dla mnie, gdyż teraz co drugi mężczyzna jest zamieszane w jakieś narkotyki, morderstwa i tak dalej. Dobrze,że on taki nie jest.

____________________________________________________________
Hej!
Przepraszam,że nie dodawałam nic w tygodniu,ale byłam na wycieczce! Kochani komentujcie, bo to,że nie patrzę już na ilość komentarzy nie znaczy,że nie sprawia mi to wielkiej radości. Proszę was:) 
Pozdrawiam Michalineckę i Malwinę :D